t-shirt: kwiatki ze starej koszulki

Chwilę mnie nie było, bo po raz trzeci przyszło mi mierzyć się z ząbkowaniem. Znaczy, nie moim, tylko najmłodszego synka. 🙂 Ale w sumie, cierpienie jakby i moje, więc się liczy. 🙂 Może niedługo dodam jakiś post o naturalnych gryzakach.

Teraz przejdźmy do tego, o czym miał być ten wpis. A miał być o tym, co można zrobić ze starej koszulki, pospolitego t-shirta. A można zrobić całkiem sporo. Niniejszym , ogłaszam więc początek serii       „t-shirt”, gdzie co jakiś czas będę Wam pokazywać nowe użycie starych koszulek.

Jako, że chłopcy są zaproszeni na urodziny koleżanki, postanowiliśmy, prócz prezentu głównego, wręczyć jej kwiaty. Ale czy 7-latkę tak naprawdę ucieszą kwiaty, które i tak za chwilę zwiędną? Przy okazji porządków, o których czytaliście przy we wpisie o rękawiczkowych stworkach, znalazły się także stare, trochę zniszczone t-shirty, które tak naprawdę wypadałoby wyrzucić. Zainspirowana blogiem Haart i pomysłem na naszyjniki, postanowiłam pokombinować jak zrobić coś w ten deseń, ale z dzieciakami.

A oto, co nam powstało:

kwiatki

kwiatek

 

 

 

 

Kwiatki, które z powodzeniem mogą zastąpić te prawdziwe, a nie zwiędną! Kwiatki, które z pewnością przydadzą się na Walentynki, urodziny, nadchodzący Dzień Kobiet, Dzień Matki, czy inne okazje.

Wykonanie jest bardzo proste. Zobaczcie!

Potrzebne materiały:

  • stary t-shirt
  • nożyczki
  • włóczka
  • patyczki, np. do szaszłyków
  • ewentualnie klej.

potrzebne materiały

1. Zaczynamy od ucięcia kawałka koszulki, w poprzek (pasek o wysokości ok 3-4 cm). Można to zrobić tak, że pasek odcinamy całkiem od koszulki, zawiązujemy na końcu supeł, do którego da się przymocować agrafkę. Albo (i z tego pomysłu korzystaliśmy), nie docinamy do końca i pasek nadal jest częścią koszulki. Da się go wtedy, np. trzymać między kolanami podczas zaplatania. 🙂

2. Następnie, tniemy go na 3 węższe paski (mogą być równej grubości, ale nie jest to konieczne), znowu pamiętając o tym, żeby nie docinać do końca. Powinno to wyglądać tak:

paski

3. Zaczynamy zaplatanie warkoczyków. Im ciaśniej, tym węższy „sznureczek” nam powstanie.

zaplatanie

4. Kiedy już skończymy, zawiązujemy na końcu supełek. Jako, że na początku też był supeł, to jest ten moment, kiedy możemy odciąć nasz warkocz od koszulki (jeśli wybraliśmy wariant 2).

5. Gotowy warkoczyk zwijamy ciasno wokół własnej osi, żeby powstało coś na kształt kwiatka.

6. To co należy zrobić teraz, ponownie można zrobić na więcej, niż jeden sposób. Najpierw, testowałam pomysł z tutoriala naszyjnikowego i użyłam kleju na gorąco. Problem jest taki, że klej to klej – brudzi, nie bardzo można to dać dzieciakom do zrobienia, etc. I tu z pomocą przyszedł mi mój najstarszy syn, który poradził mi wykorzystanie zwisających z supełka paseczków materiału. Proste, genialne. Aż tak, że sama na to nie wpadłam.

Zwijając kwiatek, 1 z 3 zwisających na końcu węzełka paseczków dajemy do góry i przytrzymujemy palcem. Dwa pozostałe są pod spodem. Po zwinięciu, zawiązujemy ten pasek z góry z paseczkami z dołu kwiatka.

zwijanie kwiatka

7. Teraz czas na łodygę kwiatka. To chyba najprostsza część – patyczek owijamy ciasno włóczką. Na obu końcach najlepiej użyć trochę kleju (niekoniecznie na gorąco).

łodyga

8. Ostatnim krokiem jest połączenie kwiatka z łodygą. Możecie do tego wykorzystać klej, lub użyć paseczków z końca warkoczyków i patyczek obwiązać.

kwiatek

I to już koniec. Można dodać np. liście z filcu, skleić/zszyć kilka kwiatków i zrobić bukiet. A może wykorzystać zwinięte kwiatki do przygotowania spinek, czy opaski do włosów? To już pozostawiam Waszej wyobraźni. 🙂

zaplatankizaplatankizaplatanki

1455978624659 1455978661772 1455978723352

rękawiczkowe stworki – tutorial

Choć do końca zimy, kalendarzowej, czy astronomicznej, pozostało jeszcze sporo czasu, pogoda za oknami przypomina bardziej jesień lub wczesną wiosnę. A skoro o wiośnie mowa, naszło mnie na małe, przedwiosenne porządki w korytarzu. Porządki, które doprowadziły do odkrycia kilku rękawiczek bez pary.

Kiedyś chowałam takie samotne osobniki, licząc po cichu, że jeszcze kiedyś uda się je sparować. I co? Mam mnóstwo pojedynczych sztuk, z którymi nie wiadomo co robić.

I to właśnie stało się inspiracją do rodzinnych warsztatów, które zaowocowały powstaniem rękawiczkowych stworków.

blue_4grey_4

 

 

 

 

 

 

Podobają się Wam? Jeśli tak, pokażę Wam jak prosto się je robi. I to razem z dziećmi. Do dzieła!

Potrzebne będą:

    • rękawiczki bez pary
    • nożyczki
    • wypełnienie
    • igła i nici
    • guziki
    • elementy do dekoracji takie, jak kawałki włóczki, skrawki materiałów, tasiemki, etc.

potrzebne

  1. Zaczynamy od wywrócenia rękawiczki na lewą stronę i zszycia jak na zdjęciu poniżej (ważne, aby kciuk został szczelnie odcięty szwem od reszty, a szew przy ściągaczu musi mieć otwór, bo bez tego nie da się stworka wywrócić na prawą stronę i wypchać!).

ciach

2. Następnie, odcinamy ściągacz i kciuk.

3. Przez pozostawiony otwór wywracamy rękawiczkę na prawą stronę. Powinna wyglądać mniej więcej tak:

blue_2

4. Teraz czas na etap, w którym mogą uczestniczyć nawet bardzo mali pomocnicy – wypychanie.

wypychanie

5. Gdy stworek nabierze już pożądanych kształtów, wystarczy zszyć pozostawiony otwór i „wykończyć” delikwenta, dodając oczy, buzie, włosy, czy co tam jeszcze wymyślicie.

blue_3

Oczywiście, jest to tylko jeden z wielu wariantów tworzenia takiego potworka. Można, na przykład, obciąć (i zszyć!) 3 palce, pozostawiając coś w rodzaju uszu, czy rogów, a z odciętych kawałków zrobić łapki, ogonek, etc.

grey_green

Można też nic nie obcinać, tylko wypchać rękawiczkę, zszyć dół i dodać elementy dekoracyjne.

Tak naprawdę, możecie zrobić wszystko, co tylko podpowie Wam wyobraźnia. A zabawy przy tym jest masa, widzicie?

razem_1razem_2razem_3razem_4

Toaletowy Amator Mokrego Papieru, czyli jak szycie ułatwia życie

Od kiedy moje dzieci wyrosły z pieluch i przesiadły się na toaletę (z mniejszym, bądź większym udziałem nocnika w tak zwanym międzyczasie), odkryłam jak wiele zalet ma nawilżany papier toaletowy.

I nie mam tu na myśli standardowych „mokrych” chusteczek stosowanych przy pielęgnacji niemowląt. Chodzi mi właśnie o papier. Papier, który można spokojnie wrzucić do toalety. I już samo to stanowi jego ogromny plus. Może bowiem być stosowany przez dzieci, gdy te uczą się „samoobsługi” związanej z wizytami w toalecie. No i taki papier, nie dość, że delikatny, jest o wiele bardziej wytrzymały od standardowego, a więc nie podrze się dzieciakom w trakcie użycia.

U nas taki mokry papier pojawił się gdy starszy syn na dobre zaczął naukę samodzielności i jest z nami do dziś, bo ułatwia życie także naszemu 4-latkowi. A także, oczywiście, nam. 🙂

Jedyny problem jaki mięliśmy z tym wynalazkiem, to gdzie go trzymać. Oczywiście, może to być jakaś szafeczka, półeczka, czy cokolwiek innego. Co jednak, jeśli żadne z takich miejsc nie jest łatwo dostępne dla dzieci? Przecież nie chodzi o to, by przy każdej wizycie dziecka w WC trzeba było z nim iść, żeby mu papier podać. 🙂

Dumałam. Kombinowałam. Myślałam. Aż wymyśliłam! Uszyję specjalny organizer! A że jak sobie coś postanowię, to koniec, jeszcze tego samego dnia powstał on – Toaletowy Amator Mokrego Papieru, w skrócie T.A.M.P., zdrobniale Tampuś. 🙂

Do jego uszycia użyłam zwykłego, grubego (4-5 mm) filcu, nożyczek, igły i nici. Jednak po skończeniu wydał się dość nudny, więc dodałam jeszcze zęby, z cieniutkiego (1 mm) filcu w innym kolorze.

A efekt? Chyba nie jest źle jak na jakieś 35 min pracy? 🙂

 

organizer na mokry papier

 

A poniżej mini-tutorial jak takiego Tampusia wykonać.

organizer na mokry papier - tutorial

  1. Z filcu (lub innego grubego materiału) wycinamy prostokąt o wymiarach ok. 20 cm x 35 cm (musi się dać nim owinąć naszą paczkę papieru).
  2. Paczkę papieru układamy trochę niżej, niż na środku, ale tak, by po zawinięciu dolnych krawędzi materiał całkowicie przykrył paczuszkę i by został malutki zapas na zszycie.
  3. Odrysowujemy miejsce, w którym należy wyciąć otwór na papier i zaznaczamy na górze miejsce zszycia (na rysunku 2 zaznaczone liniami przerywanymi miejsca). Uwaga: zaznaczenia najlepiej robić czymś, co da się zetrzeć/sprać, lub robić to na lewej stronie materiału.
  4. Wycinamy otwór, zszywamy organizer na górze i, jeśli chcemy, zajmujemy się „kosmetyką”. Ja, na przykład, zaokrągliłam krawędzie i ścięłam górną krawędź, pozostawiając wystającą część na środku, by zrobić w niej otwór do zawieszania. Potem to już tylko kwestia fantazji – można dodać zęby, oczy, etc.

co to za zagadka?

podróż z dzieciakami

Wyjazd na ferie z trójką dzieci stanowi nie lada wyzwanie. I to na każdym etapie, od pakowania, przez podróż, po pobyt w hotelu.

O ile przez pakowanie jakoś przebrnęłam i chyba nawet o niczym nie zapomnieliśmy, tak podróż okazała się, cóż, najprościej to sobie zwizualizujecie przypominając sobie pamiętną scenę ze Shreka – „Daleko jeszcze?”.

Młody spał, ale starsza dwójka jakoś się do tego nie paliła. W pewnym momencie wpadłam więc na, genialny jak mi się wówczas wydawało, pomysł – pobawimy się w zgadywanki! Bo to przecież zupełnie niegroźne, prawda? Pobawimy się 20-30 minut i chłopaki się znudzą, może nawet zasną…

Co to jest – ma 4 nogi, może być w łaty i daje mleko? Co to jest – duże, często żółte, jeździ i ma łyżkę, lecz nie do jedzenia?”2 godziny później (!), moje niestrudzone dzieci wkoło powtarzały te same zagadki, czasem tylko coś modyfikując, wymyślały istoty, których nie sposób było nazwać, a co dopiero odgadnąć co to, a nasz przedszkolak, średnio co trzecią zagadkę wykrzykiwał – „Co to za zagadka – dwie kulki i armatka?!?”

Yyyyyyyy… A dodam, że za kilka dni czeka nas podróż powrotna…..

„włochate” parówki

Dość długo zastanawiałam się od czego zacząć. Pomysłów mam masę, no ale coś musi być pierwsze. Po dłuższych przemyśleniach, padło na wpis kulinarny, czy jak to ostatnio przekręcił mój syn Marcel – kuchenniczy. 🙂 A jako, że pierwszą rzeczą jaką w kuchni przygotowaliśmy wspólnie z Marcelem (tylko wtedy jeszcze malutkim, bo niespełna 3-letnim) były te parówki, to właśnie one oficjalnie otworzą tego bloga. 🙂

Nazwa może niezbyt elegancka, ale moje dzieciaki wprost uwielbiają takie parówki. I to nie tylko jeść, ale i robić. O ile rodzice przeważnie po prostu wbijają makaron ‚jak leci’, o tyle dzieciaki tworzą niesamowite rzeczy – ludziki, roboty, etc.

Takie parówki to także świetny pomysł dla niejadków – niby zwykły produkty, a sposób podania niezwykły. No i o wiele lepiej smakuje coś, co się samemu przygotowało!

Czego będziecie potrzebowali:

  • dobrej jakości parówki
  • makaron spaghetti
  • garnek z lekko osoloną (niekoniecznie) wodą
  • nóż
  • wyobraźnia i dobry humor.

IMG_0943

  1. Parówki kroimy na kawałki, większe lub mniejsze, choć nie jest to konieczne.
  2. Makaron łamiemy na mniejsze kawałki, albo zostawiamy w całości, a następnie, wbijamy w parówkę.

IMG_0945

3. Gotowego parówkowego jeża wkładamy do gotującej się wody i gotujemy        zgodnie z przepisem na opakowaniu makaronu.

4. Po ugotowaniu, odcedzamy i gotowe.

parowki

Wyśmienicie smakują z uwielbianym przez dzieci keczupem. 🙂