wariacja na temat jajka, czyli Midi i konkurs w przedszkolu

Ach, ten okres przedświąteczny! Nie dość, że trzeba zacząć myśleć nad menu i ozdobami wielkanocnymi (bo dzieciaki mi tego z pewnością nie darują – i dobrze), to jeszcze na każdym kroku jakiś konkurs. Nie żebym narzekała! Wręcz przeciwnie, jak już wiecie, uwielbiam takie akcje. 🙂 Tym razem to Midi ma konkurs w przedszkolu, a tematem jest jajko. 🙂 Ozdoba wielkanocna w formie dowolnej. A jak w dowolnej, to troszkę powariowaliśmy. 🙂

Do wykonania naszej jajo-wariacji potrzebowaliśmy:

  • nadmuchanego balonika
  • gazet
  • kolorowych papierów, ścinków, skrawków
  • piórek, błyskotek, tasiemek, etc – do dekoracji
  • kilku mazaków
  • nożyczek
  • pędzelka
  • kleju domowego (o tym za chwilę)
  • kleju w sztyfcie, szkolnego, etc
  • kartkę papieru na projekt
  • filcu, igły, nici i wypełnienia „poduszkowego”.

Zaczęliśmy od pomysłu. W jajkach zazwyczaj siedzą kurczaki, ale Midi chciał zająca. A zatem, niech będzie zając! O tym jak powstawał już było we wpisie o malowaniu igłą.

projekt zającazając jak malowany

 

 

 

 

 

 

Pomysł i projekt – Midi, wykonanie – ja. 🙂

Zając gotowy, więc czas zrobić mu jajeczny domek! Wybraliśmy ciekawą technikę polegającą na oklejaniu nadmuchanego balona kawałkami gazet.

Najpierw, przygotowałam domowy klej z mąki, wody i soli. Najprostszy przepis, który pamiętam jeszcze z dzieciństwa to:

  • 1 część mąki
  • 2 części wody – ważne jest uzyskanie konsystencji kleju
  • sól (na porcję z 2 czubatych łyżek mąki daję jej ok 3 czubate łyżeczki).

Wszystko dokładnie mieszam, a gładką „paćkę” nakładam pędzelkiem.

Porwaliśmy i pocięliśmy gazety na mniejsze kawałki, a potem, kolejno smarując je klejem, przyklejaliśmy do balonika. Takich warstw zrobiliśmy dość sporo, bo około 10.

kleimy klejem domowymklejem domowym

Bardzo pomocny był duży słoik, na którym nasze jajo sobie schło.

To schnięcie to chyba jeden z najtrudniejszych elementów całego procesu. A to dlatego, że wymaga czasu. – Mamo, czy już wyschło? No nie. A po kolejnych 15 minutach – To może ja sprawdzę, czy już jest suche? I tak w koło. Zatem, dobra rada matki wariatki – ten etap warto jest robić późnym popołudniem, a nawet wieczorem – model będzie miał czas żeby porządnie wyschnąć przez noc, bez akompaniamentów tysiąca pytań czy to już. 🙂

Kiedy jajo już faktycznie wyschło i zrobiło się twarde, odcięłam nożyczkami końcówkę balonika. To, co z niego zostało, wyciągnęliśmy po zrobieniu (także nożyczkami) otworu „wejściowego” dla zająca.

Teraz przyszedł czas na ozdabianie. Tym razem, porwaliśmy na kawałki różne kolorowe papiery, kawałki kolorowych gazet, kilka papilotek do muffinek i innych różności. Ważne, żeby było dużo i kolorowo.

I znowu – smarowanie klejem i naklejanie. Z tym, że tym razem używaliśmy już zwykłego kleju szkolnego (Midi w sztyfcie, ja magicznego kleju w tubce). I tak pokryliśmy całą powierzchnię jaja (nie licząc oczywiście wyciętego otworu).

naklejanieklejeniedoklejanie

Jeszcze tylko kilka ozdóbek – „diamencików”, piórek, wzroków mazakami, tasiemka do zawieszenia i gotowe!

Acha, Midi wymyślił też motylka z papilotki, którego „podrasowałam” doklejając mu oczy i zamontowałam na jaju. 🙂

jajo z zającemjajo motylekjajo szczegoły

Męcząca ta praca.

ziewak

zmęczyłem się

Ale efekt nam się podoba. W końcu jak wariacje, to wariacje!

jajo gotowe

pstryk, pstryk! czyli o zdjęciach będzie

Kiedyś sesje zdjęciowe miały gwiazdy wielkiego formatu. Człowiek oglądał potem takie kadry w kolorowych magazynach i marzył o tym, by choć na chwilę znaleźć się w obiektywie takiego a takiego, zacnego fotografa. A teraz? Wszystko jest dla ludzi, są i sesje zdjęciowe. W studio, w plenerze, a może w zaciszu własnego domu? Jak kto sobie życzy! Sesje ślubne, ciążowe, rodzinne, noworodkowe… Oj, jest tego trochę. Jak więc wybrać to, co najlepsze? Skąd wiedzieć na co się zdecydować i czego oczekiwać od fotografa? W tym dzisiejszym wpisie nie będę się dla Was wymądrzać sama, ale porozmawiam z dwiema cudownymi paniami fotograf, które z pewnością pomogą spojrzeć na wszystko bardziej profesjonalnym okiem. Zwłaszcza, że zaintrygowała mnie ostatnio fotografia noworodkowa, a to temat, o którym nie miałam dotąd jasno określonego zdania.

A teraz kilka słów o moich rozmówczyniach.

Do „spowiedzi” udało mi się przekonać Weronikę (u nas zwaną ciocią Weroniką) prowadzącą Wuka studio, a także Basię Maciejewską z Beatiful Memories.

Weronika Kuźma, o czym już nie raz mieliśmy okazję się przekonać, to osoba, która do zdjęć podchodzi w bardzo fajny, otwarty sposób, jeśli można tak to ująć. Jej zdjęcia są prawdziwe, pełne emocji, ale takich naturalnych. Fotografuje zarówno dzieci, rodziny, kobiety, robi portrety, czy sesje ślubne. I wszystkie jej zdjęcia są, moim skromnym zdaniem, wyjątkowe.

foto_wuka
Basię Maciejewską poznałam niedawno, a zależało mi na tym szczególnie po tym, jak zobaczyłam jedno z jej zdjęć przedstawiające maluszka z tatą – według mnie fantastyczne, zresztą, za moment przekonacie się sami. Z Beautiful Memories możecie liczyć na śliczne zdjęcia noworodków, dzieciaków, na sesję z brzuszkiem, czy rodzinną.

foto_beautiful
A po co w ogóle robić takie sesje? Czy to wyłącznie moda, albo chęć zaspokojenia własnej próżności? Nie sądzę. Albo może tak – nie tylko. To cudowna pamiątka na lata. To także świetny prezent, np. dla dziadków, wujków, rodziców… W dobie wszechobecnych telefonów komórkowych ludzie robią całą masę zdjęć, ale często są one po prostu słabe. A nawet fajne kadry są niestety często niskiej jakości. Do tego dochodzi fakt, że tych zdjęć jest tak dużo, że nie przykładamy wystarczającej uwagi do tego, by raz na jakiś czas wygrzebać te zdjęcia, które faktycznie są dobre, ważne i coś z nimi zrobić, zachować je, czy po prostu wydrukować. A takie zdjęcia z sesji to zupełnie coś innego.

Dziewczyny, przyznajcie się – wolicie fotografować noworodki, niemowlaki, starsze dzieci, a może całe rodziny? W domowym zaciszu, w studio, a może w plenerze? Jakie sesje lubicie najbardziej?

Weronika:

Fotografowanie dzieciaków w każdym wieku to duże wyzwanie, ale też olbrzymia przyjemność. Z każdym dzieckiem – niezależnie od wieku, inaczej się pracuje. Do każdego staram się podejść indywidualnie, z szacunkiem, ale też z uśmiechem. W końcu sesja fotograficzna może być też przyjemna, nie musi być katorgą 😉 Fotografowanie dzieci zaczęło się u mnie bardzo naturalnie, ponieważ po studiach psychologicznych długo pracowałam z dzieciakami. Lubię ludzi i energię, która w nas drzemie, stąd z przyjemnością fotografuję całe rodziny. Dzieci zawsze były, są i będą mi bardzo bliskie, ale też odkrywam nowe rejony fotografii, w których chciałabym się rozwijać. Ostatnio jestem zainspirowana pięknem kobiet i również w tę stronę chciałabym pójść. 

W tej chwili najbliższe jest mi lifestyle’owe podejście do fotografii rodzinnej, wyciągniętej ze studia, tworzonej w naturalnym codziennym otoczeniu, przy świetle dziennym. Plener również daje niesamowite możliwości do uchwycenia energii dzieciaków (i często rodziców!). Jest wszystko, czego potrzebujemy: przestrzeń, światło, kolory, świeże powietrze… Lubię też pracę w studio fotograficznym, ale nawet wtedy często sięgam po naturalne światło.

 Basia:  

Fotografowanie dzieci w różnym wieku to różne wyzwania dla fotografa – noworodki najlepiej fotografować podczas snu, starsze dzieciaczki trzeba zająć czymś interesującym, żeby sesja nie znudziła ich i żeby jak najlepiej się bawiły.  Każdy wiek rządzi się swoimi prawami i takie sesje bardzo różnie przebiegają. Nawet dzieci w tym samym wieku różnią się między sobą – mają różne temperamenty, jedne są bardzo otwarte, inne zawstydzone i początkowo z nieufnością podchodzą do nowej osoby. Zadaniem fotografa jest wyczuć małego modela czy modelkę i tak przeprowadzić sesję żeby maluchy czuły się jak najbardziej swobodnie.

Sesje rodzinne mają jeszcze inną specyfikę. Tutaj możemy zaaranżować świetną zabawę dla rodziców i dzieci, dzięki czemu powstaną wspaniałe kadry emanujące miłością i pełne emocji. Taka sesja jest wyjątkową pamiątką, bo w rodzinnych albumach często brakuje fotografii, na których cała rodzina jest w komplecie.

BM_tatus

O właśnie! Ważna uwaga. Cała rodzina na zdjęciach to coś, co raczej zdarza się ‚od święta’. I nie, nie zamierzam uwzględniać tzw. selfie jako zdjęć rodzinnych! 🙂 Ale wracajmy do meritum.

Basia:

Jeśli chodzi o miejsce wykonywania zdjęć, to dostosowuję się do oczekiwań klientów. Uważam, że sesje noworodkowe najlepiej jest wykonywać w domu maleństwa i takie rozwiązanie jest najwygodniejsze dla rodziców i najbezpieczniejsze dla maleńkiego modela.

Sesje studyjne czy plenerowe? – i jedne i drugie mają swoje zalety. Osobiście wolę plenery – zdjęcia plenerowe są bardziej naturalne, dzieci czują się swobodniej, bo nie otaczają ich lampy i inne nieznane urządzenia. Sesje studyjne również mają swój urok – w tym wypadku to fotograf kreuje rzeczywistość, wymyśla scenografię, operuje światłem zgodnie ze swoim zamysłem.  Zaletą sesji studyjnych jest też fakt, że aura na zewnątrz nie ma wpływu na ich przebieg.

Co jest, według Was, ważne w fotografowaniu dzieciaków? Jakie umiejętności musi posiadać fotograf?

Basia:

W przypadku fotografa dziecięcego pasja do fotografii powinna iść w parze z zamiłowaniem do pracy z dziećmi. To ważne, aby fotograf lubił i rozumiał maluchy, a także potrafił spojrzeć na świat oczami dziecka. Dzieciaki są niezwykle ciekawe wszystkiego, co je otacza, nieustannie coś odkrywają, uczą się czegoś nowego, czemuś się dziwią. Na ich twarzyczkach malują się przeróżne emocje – radość, zaciekawienie, skupienie…  Fotograf ma za zadanie te emocje dostrzec i uchwycić w kadrze. Czasem jest to niełatwe zadanie, wymaga cierpliwości, zdobycia zaufania malucha.

W fotografii noworodkowej niezwykle ważne jest poznanie specyfiki pracy z najmłodszymi modelami i bezpiecznego układania noworodków. Rodzice oddają nam w ręce swój największy Skarb – to ogromna odpowiedzialność – nie wyobrażam sobie pozycjonowania noworodków podczas sesji bez odpowiedniego przygotowania merytorycznego i praktycznego. Sama jestem mamą i wiem jak wielki kredyt zaufania otrzymuję od rodziców, którzy decydują się bym fotografowała ich nowonarodzone maluszki.

Weronika:

Jako pierwsze przychodzi mi do głowy: warsztat fotograficzny, spokój, dobre nastawienie i dużo uśmiechu. Myślę, że najfajniejsze prace powstają wtedy, gdy czerpie się przyjemność ze spotkania, gdy się po prostu lubi ludzi. Zawsze z takich spotkań, wspólnych chwil i interakcji wychodzą fajne rzeczy.

dziewczynka

jesienne

To teraz ten temat, który mnie tak nurtuje – sesje noworodkowe. Wiem, że macie do tego różne podejścia. A zatem, z grubej rury: robić, nie robić? A jeśli robić, to kiedy i o czym trzeba pamiętać? Pozowane, czy naturalne – co według Was sprawdza się najlepiej i daje najfajniejsze efekty?

Basia:

Sesje noworodkowe stają się w ostatnim czasie coraz bardziej modne, a co za tym idzie coraz więcej fotografów ma tego rodzaju sesje w swoich ofertach. Myślę, że warto jednak, by rodzice wybierając osobę, która taką sesję wykona kierowali się nie tylko ceną sesji, ale i przygotowaniem fotografa. Praca z noworodkiem jest wymagająca i nie każdy fotograf ma do tego predyspozycje, nie mówiąc już o przygotowaniu merytorycznym i praktycznym, aby sesja była przeprowadzona w pełni bezpiecznie.

Zachęcam by poszukiwania fotografa i rezerwowanie sesji rozpocząć jeszcze w czasie ciąży. Sesję noworodkową najlepiej wykonać w pierwszych dwóch tygodniach życia maleństwa, a więc mamy ograniczony czas na umówienie się. Dlatego im wcześniej przyszli rodzice zgłoszą się, podadzą mi planowany termin porodu, tym większa szansa, że uda mi się zaplanować mój kalendarz tak, by mieć w rezerwie wolny termin na sesję noworodkową.

Jest kilka powodów, dla których najlepszym czasem na wykonanie sesji noworodkowej jest pierwsze czternaście dni. Maluch pamięta jeszcze swoje ułożenie z brzuszka mamy, tak więc jest podatny na układanie w różnych pozycjach. Maluszki w tym okresie mają dużą potrzebę snu, co daje możliwość fotografowania ich właśnie podczas snu.

Taka sesja trwa około 3-5 godzin – pracujemy zgodnie z rytmem dziecka, w spokojnej atmosferze, tak, by maleńki model oraz jego rodzice czuli się komfortowo. Robimy przerwy na karmienie, przytulanie, przewijanie i pozwalamy maleństwu spokojnie zasnąć.

Sesje noworodkowe wykonuję w domu klientów. Wiem, że dla wielu rodziców często ma to ogromne znaczenie – odczuwają obawę przed wychodzeniem z domu z kilkudniowym maluszkiem, tym bardziej gdy na zewnątrz panują niesprzyjające warunki pogodowe, np. w środku zimy.

Pozowane czy naturalne? To już zależy od indywidualnych upodobań rodziców. Ja uwielbiam i jedne sesje i drugie. Na pewno bardzo zachęcam rodziców by wzięli udział w sesji z nowonarodzonym maleństwem, czy to pozowanej, czy bardziej naturalnej. To wspaniała pamiątka, kiedy po latach, ba! nawet po kilku miesiącach przypomnimy sobie jak kruchutkie i malutkie było nasze dziecko. A wiem co mówię, bo moja córeczka ma niespełna rok, a ja patrząc na jej zdjęcia noworodkowe nie mogę się nadziwić, że była kiedyś taką kruszynką. Dzieci rosną i zmieniają się niezwykle szybko – na co dzień nawet tego nie zauważamy. Dlatego warto zatrzymywać ich dzieciństwo na fotografiach – zarówno tych profesjonalnych, jak i swoich własnych, robionych kompaktowym aparatem.

maluszek

noworodek

Weronika:

Często dostaję takie pytania – kiedy najlepiej przyjść na zdjęcia z dzieckiem? Myślę, że jest tylko jedna jedyna prawdziwa odpowiedź: wtedy, gdy poczujecie, że to jest ten czas. Kiedy po prostu chcielibyście zrobić sobie zdjęcia razem, pobyć przez chwilę ze sobą. Nie mam gotowej odpowiedzi, że najlepiej, gdy dziecko skończy 3 miesiące, pół roku… Dla niektórych będzie to już kilka tygodni po porodzie, a inni poczekają na pierwszy uśmiech swojego dziecka. To wszystko jest Waszą decyzją, tak jak jest to Wasz czas i emocje związane z narodzinami dziecka. Ja mogę jedynie Was serdecznie przyjąć i zrobić Wam pięknie zdjęcia na pamiątkę tych chwil.

Lubię naturalne zdjęcia. Świadomie nie wkładam maluszków do blaszanych wiaderek, nie ubieram w śmieszne stroje. Nie neguję takiej fotografii, bo każdy ma swój gust i różne upodobania, ale nie jest to moja droga.  W zdjęciach szukam prawdy, naturalności, emocji. Taka fotografia to także dla mnie ciągła praca nad sobą – jako fotografem. Jak stworzyć w trakcie sesji taką przestrzeń, żeby ta prawdziwa więź między ludźmi mogła się pojawić i zostać przeze mnie uchwycona.

maleństwo

kocyk

Mini

A zatem – naturalność i spontaniczność, czy delikatny, acz kontrolowany „modeling”? Wszystko zależy od oczekiwań rodziców. A efekty prac obu dziewczyn możecie ocenić sami.


Acha! I żeby nie było, że tylko Warszawa i okolice. Dziewczyny wskazały co jest ważne, aby trafić na dobrego fotografa, a takich jest coraz więcej, nawet w trochę mniejszych miejscowościach. Choćby w moich rodzinnych Suwałkach, gdzie piękne zdjęcia może zrobić Wam Ewelina Rzatkowska.

rodzinna

ciążowaoszczedzanie

mamooo, uszyj mi! czyli o malowaniu igłą

Dzisiejszy wpis tak na szybko, bo coś większego się pisze. 🙂 Ale nie mogłam się powstrzymać, bo fajnie chyba wyszło. A co wyszło? Wielkanocny Zajączek, którego zaprojektował Mini. Wykonanie, rzecz jasna, moje. Ale liczy się współpraca. 🙂

Zaczęło się jakieś 3 lata temu, gdy Maxi rysował różne fajne stworki, które potem szyłam z filcu. Potem, z różnych powodów przestaliśmy się w ten sposób wspólnie bawić. Całkiem niedawno, podczas przeszukiwania szuflady z zabawkami w pokoju chłopaków, znalazł się Julian, czyli pierwsza nasza tego typu zabawka. Midiemu strasznie się spodobała (kiedy ją szyłam był jeszcze malutki) no i się zaczęło.

– Mamoooo, uszyj mi też coś. Proszęęęęę!

Bo Maxi ma swoje zabawki. Bo to taka fajna zabawa. Bo fajna pamiątka. I weź tu z takim małym człowiekiem dyskutuj i tłumacz, że nie masz czasu, że to, że tamto. No nie da się i już. Zwłaszcza, że brat ma…

Matka wariatka nakazała zatem stworzenie projektu. Midi siedział, dumał nad tym co chce, tworzył i tworzył. A że zbliża się Wielkanoc, stworzył Zająca Wielkanocnego. Tak, zapewniam Was, że to Zając Wielkanocny. I przypominam – Midi ma 4 lata. 🙂

zjąc projekt

Projekt gotowy, więc czas na matkę. Może nie jest to odwzorowanie 1 do 1, ale chyba i tak nie wyszło najgorzej. W każdym razie, Midi zachwycony, już wymyślił, co Zając będzie robił (o tym niebawem na blogu), a Maxi, hmmm… Maxi już kompletuje dla mnie nowe projekty. 🙂

projekt w trakcie

Zając WielkanocnyZając

wszystkiego najlepszego, drogie panie i sztuka paluszkowa

Dzień Kobiet to świetna okazja do dawania kwiatów. A że kwiaty cięte szybko więdną, a na doniczkowe trzeba mieć miejsce, to także super okazja do kreatywnej zabawy, bo przecież kwiatki można zrobić samemu.

Jedną z możliwości pokazywałam Wam już we wpisie o kwiatkach z t-shirta. Tutaj pomysł o wiele prostszy i szybszy. Do tego, do jego wykonania nie potrzeba niczego szczególnego – wystarczą farby, kartka i jakiś pisak. No i taki projekt mogą wykonać nawet bardzo małe dzieci. Midi i Maxi nazywają to paluszkową sztuką. 🙂

Nazwa, rzecz jasna, bierze się stąd, że do tworzenia używamy paluszków.

Paluszki zanurzamy w farbie i stemplujemy kartkę papieru.

paluszki

paluszkami malowane

paluszkowa sztuka

 

 

 

 

 

 

Potem, gdy farba wyschnie, zostaje już tylko wykończenie prac.

rysowaniewykańczanie

 

 

 

 

 

 

I gotowe – idealne upominki z okazji Dnia Kobiet!

kwiatkikwiatkikwiatkikwiatkikwiatkikwiatki

kwiatkikwiatki

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

kwiatki

Drogie Panie – te kwiaty są dla Was z okazji Waszego święta. A prezentują je Midi i Maxi, bo…… bo Mini padł! 🙂mini

projekty, projekciki, projektunie

Nareszcie! Od zawsze uwielbiałam wszelkiego rodzaju projekty szkolne. Dlatego tak wielka była moja radość, gdy i Maxi zaczął takie projekty robić do szkoły. Tym bardziej, że póki co, są to projekty raczej rodzinne i mogę w nich uczestniczyć! A projekty to jest właśnie to, co tygrysy lubią najbardziej. No i mamy kolejne okazje żeby wspólnie coś zrobić, czegoś się nauczyć i świetnie się bawić. Czy mówiłam Wam już, że uwielbiam projekty? 🙂

Zaczęło się w zeszły weekend, kiedy to robiliśmy projekt dotyczący Układu Słonecznego. Zabraliśmy się do tego całą rodziną, no może tylko Mini trochę mało się udzielał. 🙂 Ale poza nim, wszyscy coś robili. Podeszliśmy do tematu bardzo ambitnie, rozmawialiśmy o tym, jak ten nasz Układ wygląda, co wokół czego krąży, co jest blisko, a co daleko i tak dalej. Dzieciaki się wciągnęły.

Planety robiliśmy z piaskoliny, z własnoręcznie robionych pomponów, w folii aluminiowej, …

układ słoneczny

 

Ale gdy zaczęliśmy to wszystko montować, to, hmmm, to po prostu nie było to. Pomijając wielkości oczywiście. 🙂 Niezrażeni, zaczęliśmy więc od nowa, ale tym razem bardziej przemyśleliśmy sprawę. 🙂

I oto co nam wyszło:

maxi i układmidi i maxi i układ

układ słoneczny

Znajomy polecił nam też bardzo fajny filmik na youtube – RZECZYWISTY rozmiar Układu Słonecznego nagrany przez SciFun. Robi wrażenie!

Projekt zdobył uznanie w szkole, a my czekaliśmy tylko na kolejne wyzwanie. I to wyzwanie pojawiło się wraz z nadejściem weekendu! Tym razem, jako że mamy okres przedświąteczny, w szkole ogłoszono konkurs na palemkę wielkanocną. No więc, ten tego, no… Challegne accepted!

Nie jestem zwolenniczką prostych i standardowych rozwiązań, więc zamiast bibuły, suszonych traw i kwiatów, gałązek bukszpanu, czy innych roślin, użyliśmy rolki po ręczniku papierowym, gazety, włóczki (m.in. na pompony), gałązek z baziami, piórek, filcu i trochę ozdobnych różności. Et voilà!

palma wielkanocna

maxi i palma

maxi i palma wielkanocna

A mój mąż w tym czasie, tak od niechcenia, przygotował nam na kolację domowy chlebek. Mniam!

chleb

Czy wspomniałam już, że uwielbiam projekty? 🙂