nietoperz szycha, czyli Midi tworzy

nietoperz szycha klejenie

Pisałam ostatnio o konkursie, w którym udział bierze Maxi i w ramach którego robiliśmy wyrolowanego lisa. Pisałam też, że i Midi coś wykombinował. Czas więc zaprezentować efekty. 🙂

Midi słuchał uważnie wszystkich czytanych przeze mnie wierszyków Brzechwy, ale jednak, nie znalazł nic dla siebie. Owszem, było w nich wiele fajnych zwierząt, ale on zapragnął czegoś innego. Na przykład, czegoś takiego jak… nietoperz! Tak więc powstał nasz nietoperz szycha, wprawdzie nie inspirowany wierszem, ale to on zainspirował mnie do napisania krótkiego wierszyka.

nietoperz szycha

A tak powstawał nasz nietoperz szycha:

Materiały:

  • szyszka
  • ruchome oczy (albo oczy z papieru)
  • ciemny, dość gruby filc
  • nożyczki
  • sznurek
  • klej (jakiś dobry, żeby dało się nim przykleić filc do szyszki, u nas zadziałał klej magiczny)
  • biała kartka na zęby.nietoperz szycha materiały
  1. Z filcu wycięliśmy skrzydła i uszy, a z białego kartonu dwa zębynietoperz szycha wycinanki
  2. Wycięte elementy i oczy przykleiliśmy do szyszkinietoperz szycha klejenie
  3. Gdy całość wyschła, doczepiliśmy sznurek i…nietoperz szycha prawie gotowy

nietoperz szycha gotowy!nietoperz szycha gotowy

wyrolowany lis z rolki po papierze toaletowym

wyrolowany lis gotowy

Maxi ogłosił, że w szkole mają kolejny konkurs i oczywiście, że on bierze w nim udział. Tematem owego konkursu  są wiersze Jana Brzechwy, a raczej zwierzęta z tych wierszy. Cały weekend czytaliśmy wspólnie wierszyki o zwierzętach i wybór padł na lisa. Także, zapraszam na tutorial – wyrolowany lis, czyli nowe wykorzystanie rolki po papierze toaletowym.

Fajnych wierszy Brzechwa napisał duuużo, a zwierzęta występują w bardzo wielu z nich. Wybór był więc dość trudny, ale Maxi postawił na rudego lisa, choć akurat wierszyk o nim jest bardzo krótki. Zobaczcie jak powstawał nasz wyrolowany lis, który w dodatku jest marionetką!

wyrolowany lis

Materiały:

  • rolka po papierze toaletowym
  • kolorowy papier
  • nożyczki (większe i małe, ostro zakończone, np. do paznokci)
  • klej
  • drewniane patyczki
  • gumki (u nas Loom Bands)
  • sznurek, linka, żyłka, etc
  • ołówek, mazak.

wyrolowany lis materiały

A teraz, wyrolowany lis kro po kroku:

  1. Przygotowaliśmy poszczególne elementy: z pomarańczowego i białego papieru wycięliśmy głowę, ogon i nogi. Przygotowaliśmy też kawałek papieru do oklejenia rolki.wyrolowany lis szablonwyrolowany lis elementy
  2. Rolkę okleiliśmy przygotowanym papierem (można ją też po prostu pomalować), a następnie dokleiliśmy głowę i ogon.wyrolowany lis Maxi kleiwyrolowany lis sklejony
  3. Nożyczkami do paznokci zrobiliśmy 5 małych otworków: 2 na dole – na nogi, 2 wyżej, po bokach – na łapki i 1 na górze, z tyłu. Ucięliśmy kawałki sznurka i zrobiliśmy łapki – kawałek sznurka zakończony supełkiem i nogi – sznurek z wyciętymi wcześniej łapami, zakończony supełkami. Na tym etapie można by już teoretycznie skończyć. 🙂wyrolowany lis 4 łapy
  4. Następnie, zabraliśmy się za przygotowywanie uchwytów – w tym celu skleiliśmy 2 patyczki tak, by powstał krzyż. Początkowo, chwieliśmy użyć białej nitki do zamocowania nóg, ale okazało się, że okropnie się plącze. Dlatego, ostatecznie użyliśmy złotawej gumki.wyrolowany lis materiały do uchwytuwyrolowany lis uchwyt
  5. Loom Bands użyliśmy by gumki (które miały być nitką) lepiej się trzymały i nie ześlizgiwały się. Ostatecznie, wyszło to tak:wyrolowany lis mocowanie
  6. Teraz, wystarczyło przywiązać końce gumek do nóg, a 1 z nich do otworu, który zrobiliśmy na górze, z tyłu lisa (na wysokości głowy).wyrolowany lis doczepiony
  7. Na koniec – kosmetyka, czyli poprawienie ołówkowych elementów czarnym mazakiem. I gotowe!wyrolowany lis gotowywyrolowany lis Maxiwyrolowany lis Maxi 2

Co Wy na to? Jest lis i jest marionetka! Dzięki patyczkowemu uchwytowi, delikatnie da się poruszać nogami lisa! Maxi zachwycony! 🙂

No a co wykombinował Midi? Zobaczycie już niebawem. 🙂

jak Mini został testerem

Co można robić, gdy bracia idą do szkoły, czy przedszkola, tata do pracy, a w domu zostaje z Tobą jedynie mama? Niby jest fajnie, mama na wyłączność, cisza, spokój… Ale ile można!?! Jak żyć?  Mini dość szybko stwierdził, że siedzenie w domu, nawet uwzględniając spacery i wycieczki w różne dziwne miejsca (jak praca mamy raz na jakiś czas), to stanowczo poniżej jego możliwości. Co w takim razie wykombinował? A no został testerem!

mini testerem

A co testował Mini? To, co takie małe tygryski lubią najbardziej. Chociaż nie, nie do końca. Bo Mini chyba najbardziej lubi maminego cycusia oraz wygłupy z braćmi i z tatą. 🙂 To inaczej, to co tygryski lubią prawie najbardziej, czyli zabawki. 🙂

W łapki (i zaślinione szczęki) naszego dzielnego testera wpadły śliczne i kolorowe zabawki firmy Lamaze.

jak Mini został testerem

Choć może i Mini jest testerem od niedawna, to jest testerem bardzo profesjonalnym i poważnie podchodzi do sprawy. Wszystko sprawdzał bardzo dokładnie – wygląd, tekstury, zapach, smak, a nawet parametry tak nieoczywiste jak to, jak daleko poleci skarpetka zrzucona z nóżki.

jak Mini został testerem

A rezultaty wszystkich testów możecie zobaczyć na portalu dzidziusiowo.pl:

jak Mini został testerem jak Mini został testerem

 

 

 

 

 

 

Kurczę, męczące to testowanie! Więc teraz ciii…

jak Mini został testerem

jabłka w cieście, czyli niedzielne placuszki

jabłka w cieście

Niedziela przywitała nas piękną pogodą, a słońce zeskrobało mnie z poduszki i zagonili do kuchni. Postanowiłam więc dać chłopakom (wszystkim 4) pospać i zaserwować im niedzielne śniadanko podając jabłka w cieście, czyli takie placuszki troszkę inaczej.

Składniki:

  • mąka (u mnie bezglutenowa) – 2 szklanki
  • mleko – 2 szklanki
  • 2 jajka
  • 0,5 szklanki wody gazowanej
  • szczypta soli
  • 1 łyżeczka cukru (u mnie brązowy)
  • 2 jabłka
  • coś do smażenia – olej kokosowy albo zwykły, rzepakowy
  • cukier puder (u mnie trzcinowy nierafinowany), syrop klonowy, dżem – dodatki dowolne.

Zaczęłam od zrobienia ciasta naleśnikowego, czyli zmiksowałam wszystkie składniki.

Potem, obrałam jabłka, wycięłam ogryzki i pokroiłam jabłuszka na cienkie (ale bez przesady) plasterki.jabłka w cieście jabłka

Na rozgrzaną patelnię wrzucałam jabłka wcześniej zanurzone w cieście i smażyłam z każdej strony na złoto.

Podałam chłopakom te nasze jabłka w cieście po prostu z cukrem pudrem. jabłka w cieście

A że ciasta mi trochę zostało, do reszty dolałam jeszcze trochę wody gazowanej, bo było dość gęste i usmażyłam naleśniki.

jabłka w cieście naleśniki

Moje łakomczuchy spałaszowały je z syropem klonowym i dżemem truskawkowym. 🙂jabłka w cieście

Miłe są takie niedzielne, leniwe poranki. 🙂

Miłego dnia!

Życie jest Fajne, czyli o autyzmie będzie

Życie jest Fajne KK

Dziś będzie o rzeczach ważnych i poważnych, bo o autyzmie. Nasi przyjaciele zrobili właśnie coś wielkiego i na warszawskiej Ochocie otworzyli Klubokowiarnię „Życie jest Fajne”. To pierwsze takie miejsce w Polsce, gdzie pracują dorośli autyści wraz z opiekunami. Zresztą, nie chodzi wyłącznie o pracę, bo ma to być także miejsce do nauki, realizacji zainteresowań i pasji, czy rehabilitacji.

Niestety, nie udało nam się uczestniczyć w uroczystym otwarciu lokalu, ale z już nie możemy się doczekać pierwszej wspólnej wizyty w Klubokawiarni. Wspólnej, bo chcemy się tam wybrać całą piątką. Innej opcji nie ma. 🙂

No dobra, plan jest. Ale przed wizytą w tak wyjątkowym miejscu wypadałoby opowiedzieć dzieciakom co to za miejsce, z kim się tam spotkają, czego mogą się spodziewać, czy jak powinni się zachowywać. I tu pojawił się problem. A raczej wyzwanie. Bo jak dziecku wytłumaczyć czym jest autyzm, gdy wielu dorosłych nie jest w stanie tego pojąć?

Zaczęłam więc intensywnie myśleć co i jak powiedzieć chłopakom. I co? No właśnie, niby coś tam wiem, ale ze szczegółami już gorzej.

Albert Einstein powiedział kiedyś:

„Jeśli nie potrafisz czegoś wytłumaczyć w prosty sposób, to znaczy, że tak naprawdę tego nie rozumiesz.”

Wychodzi więc na to, że i ja muszę się dokształcić.

Trochę fachowej lektury i wydaje mi się, że jest troszkę lepiej. Ale co z tego? Jak przekazać 4- i 7-latkowi, czym jest spektrum zaburzeń autystycznych? Albo, że choć autyzm to zaburzenia w rozwoju, to nie jest to choroba? No nic, szukam dalej. W końcu, coraz więcej osób świadomie podchodzi do tematu i pozwala zrozumieć go innym. My też damy sobie radę!

Zamiast mało zrozumiałej paplaniny, postanowiłam zrobić coś w rodzaju lekcji poglądowej.

Zaczęłam od rozmowy z Midim, bo akurat on i Mini byli ze mną sami w domu. Spytałam go, jak się czuje, gdy mówi coś do nas, a my go nie rozumiemy. Było mu o tyle łatwo postawić się w takiej sytuacji, że mając 4 lata i lekką wadę wymowy (walka z logopedą w toku) wie doskonale co to znaczy być niezrozumianym. Przyznał, że czuje się wtedy źle i jest mu smutno, bo nie wie jak nam wyjaśnić co ma na myśli. Wyjaśniłam mu więc, że tak właśnie bywa z autystami.

Życie jest Fajne

Jakiś czas później, gdy i Maxi wrócił ze szkoły, Mini dość głośno bawił się grzechotką podczas, gdy jego bracia próbowali się skupić na zadaniach domowych. I tu znowu matka zaczęła przepytywanki. Czy w takim hałasie mogą się skupić? Czy dobrze się czują? Bo osoby autystyczne mogą się nawet bać określonych hałasów.

Ale przecież zachowań „typowych” dla osób autystycznych jest wiele więcej – unikanie kontaktu wzrokowego, wrażenie bycia nieobecnym, zachowania niezrozumiałe dla innych osób… W dodatku jedne zachowania mogą występować, inne nie i każdy autysta jest inny.

Tak więc utknęłam i nie bardzo wiem, co jeszcze mogę im powiedzieć, jak wytłumaczyć. A może na tym etapie to już wystarczy?

Postanowiłam sięgnąć po „koło ratunkowe” i o rozmowę poprosiłam Olę Ciechomską Smereczyńską, mamę autysty, prezesa Fundacji ERGO SUM, współpomysłodawczynię Klubokawiarni „Życie jest Fajne” i moją dobrą znajomą jeszcze z czasów „korpo”.

Ola trochę rozwiała moje wątpliwości i sporo się od niej dowiedziałam. A w wielkim skrócie (bo niestety, temat tak szeroki, że mogłabym pewnie spokojnie stworzyć z niego odrębnego bloga, albo i dwa)…

Zacznijmy od początku, czy wg Ciebie powinno się rozmawiać z dziećmi o autyzmie?

Tak, bo każda odmienność jest prze dzieci w jakiś sposób komentowana. A często, te komentarze są przykre dla osób niepełnosprawnych. Jeśli się dzieciom nie wytłumaczy czegoś, co jest dla nich dziwne i niezrozumiałe, to ta dziwność narasta, a raczej to dziwienie się, postrzeganie osób innych jako gorszych, dziwnych, czy nawet takich, których trzeba się bać.

W takim razie, kiedy rozmawiać z dziećmi i im tłumaczyć o co w tym wszystkim chodzi?

Na pewno nie ma sensu rozmowa z małymi dziećmi przed wystąpieniem sytuacji, w której napotyka się na autystę, czy osobę z jakąś niepełnosprawnością. Bo o ile dzieci mają swoją wyobraźnię i będą się starały zrozumieć, co chcemy im przekazać, o tyle to wszystko może być dla nich zbyt abstrakcyjne.

No dobrze, dochodzimy zatem do punktu w którym utknęłam – jak rozmawiać z dzieciakami o autyzmie?  

Moim zdaniem, warto sięgnąć po materiały dostępne, niestety głównie na zagranicznych portalach, bo nasze krajowe kampanie, jak choćby kampania społeczna Fundacji SYNAPSIS, nie do końca spełnią swoją rolę i mogą być dla dzieci za trudne. Każdy autysta jest inny i nie każdy ma te same zestawy zachowań. Warto sięgać po materiały dostosowane do wieku, jak choćby Ulica Sezamkowa, która w zeszłym roku wprowadziła nowego, autystycznego bohatera –  rudowłosą, zielonooką Julię.

Powiedziałaś ważną rzecz – że u każdego autysty te zachowania mogą być zupełnie inne. Jak to jest?

Jedni autyści nie rozumieją co to są żarty w sposób, w jaki my to odczuwamy. Inni będą się śmiali z czegoś, co dla nas nie jest w ogóle śmieszne. Mogą uderzać się w głowę, kręcić się w kółko, uciskać dłonie, skakać i machać rękami jak motylek, robić dziwne miny. Ale to nie będzie wszystko na raz – każdy ma swoje własne zachowania.

To, co zdecydowanie warto wyjaśnić dzieciom, to fakt, że autyści czują inaczej. Możesz, na przykład, włożyć dzieciom grube rękawice i poprosić żeby zbudowały coś z klocków, albo choćby odkręciły kran. Niech zobaczą, jakie to trudne. I znowu – nie każdy autysta tak to czuje.

Niektórzy autyści są bardziej wyczuleni na zapachy. Mówiąc o tym, możesz dać dzieciom do powąchania rękę, którą dopiero spryskałaś mocnymi perfumami. Dla nas to oczywiste, że po chwili zapach się częściowo ulotni i na skórze pozostanie jego cześć, przyjemna dla nosa. Nie dla autysty, który zapachy czuje o wiele wyraźniej i mogą go bardzo drażnić.

Wielu autystów słyszy dźwięki o innej częstotliwości, co powoduje, że niektóre rzeczy słyszą szybciej, niż my, a to z kolei może powodować niepokój.

To wszystko pokazuje, że autysta to po prostu człowiek o wiele bardziej wrażliwy, odczuwający ze zwiększoną siłą.

A co z zachowaniami autystów, które mogą wywoływać zdziwienie, czy nawet lęk u innych osób?

Uciskanie rąk, kręcenie się, machanie rękami, skakanie, czy nawet bicie się po głowie to zachowania, które pomagają autystom w sytuacjach, które są dla nich trudne. Tak na nie reagują, tak sprawiają sobie przyjemność. Uciskanie stawów bywa też takim potwierdzeniem „istnienia naprawdę tu i teraz”, bo autyści czasem nie czują ciężaru swojego ciała.

A teraz pytanie o Klubokawiarnię – czy taki nalot z trójką dzieci, w tym jednym malutkim, to dobry pomysł? Chodzi mi o to, czy dzieciaki, które nie zawsze da się w pełni kontrolować nie zdenerwują, czy nie wystraszą Waszych autystów?

Taka wizyta to zdecydowanie dobry pomysł. A o dzieci nie należy się martwić. W Klubokawiarni nie możemy i nie chcemy tworzyć pewnego rodzaju getta dla autystów, miejsca, gdzie będą odseparowani od trudnych sytuacji dnia codziennego. Jeśli chcą być częścią życia, musza w nim współuczestniczyć. To autyści muszą zacząć radzić sobie, np. z krzykiem, czy płaczem dziecka, a nie Ty.

Oczywiście, może być tak, że z racji swojego wyczulenia na dźwięki autysta może wystraszyć się płaczu niemowlęcia. Ale musi nauczyć się sobie z tym dawać rade. Po to właśnie, przez 3 miesiące aktywnie ćwiczyliśmy z naszymi autystami, po to mają specjalny pokój relaksacyjny.

Rozmawiając z Olą dowiedziałam się wielu istotnych rzeczy. Rzeczy, jak choćby brak poczucia ciężaru własnego ciała, czy zachowania, które są taką odskocznią i odreagowaniem. Także, podsumowując:

  • nie ma 2 takich samych przypadków autyzmu i nie ma2 takich samych autystów
  • autysta to osoba o niezwykle wysokiej wrażliwości
  • autyści często chłoną wiedzę szybciej, niż reszta otoczenia, tylko nie zawsze potrafią ją przekazać „na zewnątrz”
  • autyści mają większe wymagani do świata zewnętrznego i często brak im dystansu – wszystko traktują śmiertelnie poważnie
  • przez problemy komunikacyjne, autystom ciężko pomagać, ale oni nie robią innym krzywdy i nie należy się ich bać.

I wiecie co? Teraz czuję się bardziej pewnie i wracam do rozmów z chłopakami, a już niedługo śmigamy w odwiedziny do Klubokawiarni „Życie jest Fajne”!

I Was też tam zapraszamy!

Życie jest Fajne