cudaśne rogale na bliże i dale

cudaśne rogale

Choć w tym roku mało mieliśmy jeszcze dłuższych wypraw samochodowych, nie oznacza to, że nie powinniśmy być do nich porządnie przygotowani. Zwłaszcza, że wakacje za pasem! Jakie przygotowania mam na myśli? A choćby bezpieczeństwo i wygoda chłopaków podczas naszych podróży. Dlatego ten wpis dedykuję naszemu nowemu odkryciu, którym są cudaśne rogale!

O tym, że podczas samochodowych wojaży dzieciakom czasem „leci” głowa w fotelikach samochodowych wie chyba każdy, kto choć raz przewoził śpiącego brzdąca w foteliku. I to nie ważne, czy mamy do czynienia z niemowlakiem, czy też ze sporym kilkulatkiem. Ba! Sami, gdy nie jesteśmy akurat „szczęśliwcami”, którzy prowadzą, z przyjemnością oparlibyśmy głowy na czymś wygodnym.

Dokładnie. A tym czymś wygodnym mogą być właśnie rogale zakładane na szyje. Ale znacie nas już chyba na tyle, by wiedzieć, że zwykłe rogale nie są dla nas. 🙂 My wybieramy cudaśne rogale, które wykonała dla nas zwariowana i przecudowna ciotka Magda z Minkowych Cudów.

Magda potrafi wyczarować niezwykłe rzeczy, w tym kocyki, poduchy, czy śliniaczki. Ale cudaśne rogale przebijają wszystko! Zresztą, zobaczcie sami!

Maxi dostał nocną furię, znaną szerszemu gronu jako Szczerbatek. 🙂

cudaśne rogale

Wszystkie rogale stworzone przez Minkowe Cuda mają wszyte mini magnesiki, by rogale trzymały się pod szyją – bardzo wygodne i bezpieczne. Rogaliki nie uciskają, za to są bardzo wygodne.

Co więcej, cudaśne rogale mogą być dodatkowo wyposażone w specjalne mocowanie do zagłówka fotelika samochodowego. I to, moi drodzy, jest sprawa rewelacyjna!

A tu nasz model, Maxi, ze swoim nowym przyjacielem…

cudaśne rogale

… i na śpiocha, w samochodzie. 🙂

cudaśne rogale

Midi dostał od cioci Magdy Randala, czyli kameleońskiego potwora. 🙂

cudaśne rogale

Między innymi dlatego, że kolor zielony Midi kocha najbardziej.

cudaśne rogale

A tu pozowany śpioch. 🙂

cudaśne rogale

Mini pozazdrościł braciom i też poprosił ciocię o rogalika. Dostał cudnego liska. 🙂

cudaśne rogale

cudaśne rogale

Jak sami widzicie, może być nie tylko bezpiecznie, ale i wygodnie oraz cudnie! Z całego serca polecamy wszystkim Minkowe Cuda. A na zakończenie – bonus, trochę z przymrużeniem oka. 🙂

Co zrobić z małym, ruchliwym szkrabem, który podczas nauki raczkowania / siadania / wstawania / chodzenia non stop obtłukuje sobie głowę? 🙂

Z pomocą przychodzi nietoperek! 🙂

cudaśne rogalecudaśne rogalecudaśne rogale

Tosia aż zaniemówiła z wrażenia. Mini też, zastanawiając się co te baby jeszcze wymyślą!? 🙂

cudaśne rogale

butelki sensoryczne, czyli zabawki DIY

butelki sensoryczne

Zabawki dla niemowląt i małych dzieci – temat rzeka, prawda? Co jedne to modniejsze, bardziej kolorowe, głośniejsze, etc. A za tym wszystkim idzie cena. To zupełnie normalne, że jako rodzice / opiekunowie, chcemy, by, nasze dzieci miały to, co najlepsze, więc często bywa tak, że nie szczędzimy pieniędzy. Tylko co zrobić, kiedy maluchy nie do końca są zainteresowane swoim drogimi zabawkami? Ano, wtedy można zrobić butelki sensoryczne! 🙂

Czym są butelki sensoryczne? To po prostu butelki (dla młodszych dzieci plastikowe, dla starszych mogą być też szklane – ale o tym za chwilę), wypełnione całą masą fajnych rzeczy, które bulgoczą, grzechoczą, błyskają, szurają, szeleszczą i co tylko chcecie. A to wszystko po to, by wspierać rozwój naszych dzieci.butelki sensoryczne

Jednym z wielu atutów butelek jest fakt, że KAŻDY może je zrobić samodzielnie i nie potrzeba do tego wyszukanych półproduktów. Zobaczcie sami!

Materiały do stworzenia „suchych” i „mokrych” butelek:

  • puste, przezroczyste (!) butelki (dla małych dzieci lepsze są plastikowe, niewielkich rozmiarów)
  • ryż, makaron, kasza, groch, drobne guziki, koraliki, etc – cokolwiek, co będzie grzechotało
  • folia aluminiowa
  • kolorowe pomponiki, piórka
  • gumki typu Loom Bands
  • mocny klej (np. Super Glue)
  • oliwka dla dzieci
  • woda
  • barwnik spożywczy.butelki sensoryczne

„Suche” butelki sensoryczne

  1. Do suchej, pozbawionej etykiety, butelki wsypujemy grzechoczące materiały. Ja użyłam drobnego, włoskiego makaronu, drewnianych koralików i plastikowych guziczków. A żeby wszystko było jeszcze bardziej atrakcyjne wizualnie, dorzuciłam kolorowe pomponiki i kuleczki z folii aluminiowej.
  2. Butelkę dokładnie zakręcamy, a jeśli chcemy mieć pewność, że małe łapki nie dostaną się do środka – przed zakręceniem, smarujemy zakrętkę klejem.

I to już!

„Mokre” butelki sensoryczne, wariant 1 (dla młodszych dzieci)

  1. Butelkę pozbawiamy etykiety. Do środka ładujemy solidną garść gumek Loom Bands. Zalewamy wodą.
  2. Mocno zakręcamy. I tak jak w wariancie „na sucho”, możemy użyć kleju, żeby uniknąć wylania zawartość.

Tak, to już! 🙂butelki sensoryczne

„Mokre” butelki sensoryczne, wariant 2 (dla starszaków)

  1. Do tego wariantu można użyć także szklanych butelek, ale nie jest to niezbędne. Ja miałam akurat butelkę plastikową po syropie klonowym. Do czystej butelki wlałam oliwkę dla dzieci (niecałe pół butelki). Dodałam kilka kropli barwnika spożywczego, a resztę uzupełniłam wodą.
  2. Do butelki można też dodać, na przykład, brokat (a nawet klej brokatowy), jednak u mnie akurat „wyszedł”. Za to, dorzuciłam kilka kuleczek z folii aluminiowej.
  3. Zakręcamy / zaklejamy.

Ta butelka sensoryczna jest o tyle fajna, że za jej pomocą można pokazać dzieciakom jak mieszają i rozdzielają się płyny. Zupełnie inaczej wygląda, kiedy trochę postoi, a inaczej gdy się nią porządnie wstrząśnie. Dzieciakom bardzo się to podoba (choć ta nasza nie wyszła jakoś spektakularnie – będziemy działać dalej, żeby uzyskać fajniejsze efekty).butelki sensoryczne

Mini zakochał się w swoich butelkach – pełza za nimi, podgryza, stuka, puka i grzechocze. Ogólnie – szał! 🙂

butelki sensorycznebutelki sensorycznebutelki sensoryczne

jak Mini został testerem

Co można robić, gdy bracia idą do szkoły, czy przedszkola, tata do pracy, a w domu zostaje z Tobą jedynie mama? Niby jest fajnie, mama na wyłączność, cisza, spokój… Ale ile można!?! Jak żyć?  Mini dość szybko stwierdził, że siedzenie w domu, nawet uwzględniając spacery i wycieczki w różne dziwne miejsca (jak praca mamy raz na jakiś czas), to stanowczo poniżej jego możliwości. Co w takim razie wykombinował? A no został testerem!

mini testerem

A co testował Mini? To, co takie małe tygryski lubią najbardziej. Chociaż nie, nie do końca. Bo Mini chyba najbardziej lubi maminego cycusia oraz wygłupy z braćmi i z tatą. 🙂 To inaczej, to co tygryski lubią prawie najbardziej, czyli zabawki. 🙂

W łapki (i zaślinione szczęki) naszego dzielnego testera wpadły śliczne i kolorowe zabawki firmy Lamaze.

jak Mini został testerem

Choć może i Mini jest testerem od niedawna, to jest testerem bardzo profesjonalnym i poważnie podchodzi do sprawy. Wszystko sprawdzał bardzo dokładnie – wygląd, tekstury, zapach, smak, a nawet parametry tak nieoczywiste jak to, jak daleko poleci skarpetka zrzucona z nóżki.

jak Mini został testerem

A rezultaty wszystkich testów możecie zobaczyć na portalu dzidziusiowo.pl:

jak Mini został testerem jak Mini został testerem

 

 

 

 

 

 

Kurczę, męczące to testowanie! Więc teraz ciii…

jak Mini został testerem

pstryk, pstryk! czyli o zdjęciach będzie

Kiedyś sesje zdjęciowe miały gwiazdy wielkiego formatu. Człowiek oglądał potem takie kadry w kolorowych magazynach i marzył o tym, by choć na chwilę znaleźć się w obiektywie takiego a takiego, zacnego fotografa. A teraz? Wszystko jest dla ludzi, są i sesje zdjęciowe. W studio, w plenerze, a może w zaciszu własnego domu? Jak kto sobie życzy! Sesje ślubne, ciążowe, rodzinne, noworodkowe… Oj, jest tego trochę. Jak więc wybrać to, co najlepsze? Skąd wiedzieć na co się zdecydować i czego oczekiwać od fotografa? W tym dzisiejszym wpisie nie będę się dla Was wymądrzać sama, ale porozmawiam z dwiema cudownymi paniami fotograf, które z pewnością pomogą spojrzeć na wszystko bardziej profesjonalnym okiem. Zwłaszcza, że zaintrygowała mnie ostatnio fotografia noworodkowa, a to temat, o którym nie miałam dotąd jasno określonego zdania.

A teraz kilka słów o moich rozmówczyniach.

Do „spowiedzi” udało mi się przekonać Weronikę (u nas zwaną ciocią Weroniką) prowadzącą Wuka studio, a także Basię Maciejewską z Beatiful Memories.

Weronika Kuźma, o czym już nie raz mieliśmy okazję się przekonać, to osoba, która do zdjęć podchodzi w bardzo fajny, otwarty sposób, jeśli można tak to ująć. Jej zdjęcia są prawdziwe, pełne emocji, ale takich naturalnych. Fotografuje zarówno dzieci, rodziny, kobiety, robi portrety, czy sesje ślubne. I wszystkie jej zdjęcia są, moim skromnym zdaniem, wyjątkowe.

foto_wuka
Basię Maciejewską poznałam niedawno, a zależało mi na tym szczególnie po tym, jak zobaczyłam jedno z jej zdjęć przedstawiające maluszka z tatą – według mnie fantastyczne, zresztą, za moment przekonacie się sami. Z Beautiful Memories możecie liczyć na śliczne zdjęcia noworodków, dzieciaków, na sesję z brzuszkiem, czy rodzinną.

foto_beautiful
A po co w ogóle robić takie sesje? Czy to wyłącznie moda, albo chęć zaspokojenia własnej próżności? Nie sądzę. Albo może tak – nie tylko. To cudowna pamiątka na lata. To także świetny prezent, np. dla dziadków, wujków, rodziców… W dobie wszechobecnych telefonów komórkowych ludzie robią całą masę zdjęć, ale często są one po prostu słabe. A nawet fajne kadry są niestety często niskiej jakości. Do tego dochodzi fakt, że tych zdjęć jest tak dużo, że nie przykładamy wystarczającej uwagi do tego, by raz na jakiś czas wygrzebać te zdjęcia, które faktycznie są dobre, ważne i coś z nimi zrobić, zachować je, czy po prostu wydrukować. A takie zdjęcia z sesji to zupełnie coś innego.

Dziewczyny, przyznajcie się – wolicie fotografować noworodki, niemowlaki, starsze dzieci, a może całe rodziny? W domowym zaciszu, w studio, a może w plenerze? Jakie sesje lubicie najbardziej?

Weronika:

Fotografowanie dzieciaków w każdym wieku to duże wyzwanie, ale też olbrzymia przyjemność. Z każdym dzieckiem – niezależnie od wieku, inaczej się pracuje. Do każdego staram się podejść indywidualnie, z szacunkiem, ale też z uśmiechem. W końcu sesja fotograficzna może być też przyjemna, nie musi być katorgą 😉 Fotografowanie dzieci zaczęło się u mnie bardzo naturalnie, ponieważ po studiach psychologicznych długo pracowałam z dzieciakami. Lubię ludzi i energię, która w nas drzemie, stąd z przyjemnością fotografuję całe rodziny. Dzieci zawsze były, są i będą mi bardzo bliskie, ale też odkrywam nowe rejony fotografii, w których chciałabym się rozwijać. Ostatnio jestem zainspirowana pięknem kobiet i również w tę stronę chciałabym pójść. 

W tej chwili najbliższe jest mi lifestyle’owe podejście do fotografii rodzinnej, wyciągniętej ze studia, tworzonej w naturalnym codziennym otoczeniu, przy świetle dziennym. Plener również daje niesamowite możliwości do uchwycenia energii dzieciaków (i często rodziców!). Jest wszystko, czego potrzebujemy: przestrzeń, światło, kolory, świeże powietrze… Lubię też pracę w studio fotograficznym, ale nawet wtedy często sięgam po naturalne światło.

 Basia:  

Fotografowanie dzieci w różnym wieku to różne wyzwania dla fotografa – noworodki najlepiej fotografować podczas snu, starsze dzieciaczki trzeba zająć czymś interesującym, żeby sesja nie znudziła ich i żeby jak najlepiej się bawiły.  Każdy wiek rządzi się swoimi prawami i takie sesje bardzo różnie przebiegają. Nawet dzieci w tym samym wieku różnią się między sobą – mają różne temperamenty, jedne są bardzo otwarte, inne zawstydzone i początkowo z nieufnością podchodzą do nowej osoby. Zadaniem fotografa jest wyczuć małego modela czy modelkę i tak przeprowadzić sesję żeby maluchy czuły się jak najbardziej swobodnie.

Sesje rodzinne mają jeszcze inną specyfikę. Tutaj możemy zaaranżować świetną zabawę dla rodziców i dzieci, dzięki czemu powstaną wspaniałe kadry emanujące miłością i pełne emocji. Taka sesja jest wyjątkową pamiątką, bo w rodzinnych albumach często brakuje fotografii, na których cała rodzina jest w komplecie.

BM_tatus

O właśnie! Ważna uwaga. Cała rodzina na zdjęciach to coś, co raczej zdarza się ‚od święta’. I nie, nie zamierzam uwzględniać tzw. selfie jako zdjęć rodzinnych! 🙂 Ale wracajmy do meritum.

Basia:

Jeśli chodzi o miejsce wykonywania zdjęć, to dostosowuję się do oczekiwań klientów. Uważam, że sesje noworodkowe najlepiej jest wykonywać w domu maleństwa i takie rozwiązanie jest najwygodniejsze dla rodziców i najbezpieczniejsze dla maleńkiego modela.

Sesje studyjne czy plenerowe? – i jedne i drugie mają swoje zalety. Osobiście wolę plenery – zdjęcia plenerowe są bardziej naturalne, dzieci czują się swobodniej, bo nie otaczają ich lampy i inne nieznane urządzenia. Sesje studyjne również mają swój urok – w tym wypadku to fotograf kreuje rzeczywistość, wymyśla scenografię, operuje światłem zgodnie ze swoim zamysłem.  Zaletą sesji studyjnych jest też fakt, że aura na zewnątrz nie ma wpływu na ich przebieg.

Co jest, według Was, ważne w fotografowaniu dzieciaków? Jakie umiejętności musi posiadać fotograf?

Basia:

W przypadku fotografa dziecięcego pasja do fotografii powinna iść w parze z zamiłowaniem do pracy z dziećmi. To ważne, aby fotograf lubił i rozumiał maluchy, a także potrafił spojrzeć na świat oczami dziecka. Dzieciaki są niezwykle ciekawe wszystkiego, co je otacza, nieustannie coś odkrywają, uczą się czegoś nowego, czemuś się dziwią. Na ich twarzyczkach malują się przeróżne emocje – radość, zaciekawienie, skupienie…  Fotograf ma za zadanie te emocje dostrzec i uchwycić w kadrze. Czasem jest to niełatwe zadanie, wymaga cierpliwości, zdobycia zaufania malucha.

W fotografii noworodkowej niezwykle ważne jest poznanie specyfiki pracy z najmłodszymi modelami i bezpiecznego układania noworodków. Rodzice oddają nam w ręce swój największy Skarb – to ogromna odpowiedzialność – nie wyobrażam sobie pozycjonowania noworodków podczas sesji bez odpowiedniego przygotowania merytorycznego i praktycznego. Sama jestem mamą i wiem jak wielki kredyt zaufania otrzymuję od rodziców, którzy decydują się bym fotografowała ich nowonarodzone maluszki.

Weronika:

Jako pierwsze przychodzi mi do głowy: warsztat fotograficzny, spokój, dobre nastawienie i dużo uśmiechu. Myślę, że najfajniejsze prace powstają wtedy, gdy czerpie się przyjemność ze spotkania, gdy się po prostu lubi ludzi. Zawsze z takich spotkań, wspólnych chwil i interakcji wychodzą fajne rzeczy.

dziewczynka

jesienne

To teraz ten temat, który mnie tak nurtuje – sesje noworodkowe. Wiem, że macie do tego różne podejścia. A zatem, z grubej rury: robić, nie robić? A jeśli robić, to kiedy i o czym trzeba pamiętać? Pozowane, czy naturalne – co według Was sprawdza się najlepiej i daje najfajniejsze efekty?

Basia:

Sesje noworodkowe stają się w ostatnim czasie coraz bardziej modne, a co za tym idzie coraz więcej fotografów ma tego rodzaju sesje w swoich ofertach. Myślę, że warto jednak, by rodzice wybierając osobę, która taką sesję wykona kierowali się nie tylko ceną sesji, ale i przygotowaniem fotografa. Praca z noworodkiem jest wymagająca i nie każdy fotograf ma do tego predyspozycje, nie mówiąc już o przygotowaniu merytorycznym i praktycznym, aby sesja była przeprowadzona w pełni bezpiecznie.

Zachęcam by poszukiwania fotografa i rezerwowanie sesji rozpocząć jeszcze w czasie ciąży. Sesję noworodkową najlepiej wykonać w pierwszych dwóch tygodniach życia maleństwa, a więc mamy ograniczony czas na umówienie się. Dlatego im wcześniej przyszli rodzice zgłoszą się, podadzą mi planowany termin porodu, tym większa szansa, że uda mi się zaplanować mój kalendarz tak, by mieć w rezerwie wolny termin na sesję noworodkową.

Jest kilka powodów, dla których najlepszym czasem na wykonanie sesji noworodkowej jest pierwsze czternaście dni. Maluch pamięta jeszcze swoje ułożenie z brzuszka mamy, tak więc jest podatny na układanie w różnych pozycjach. Maluszki w tym okresie mają dużą potrzebę snu, co daje możliwość fotografowania ich właśnie podczas snu.

Taka sesja trwa około 3-5 godzin – pracujemy zgodnie z rytmem dziecka, w spokojnej atmosferze, tak, by maleńki model oraz jego rodzice czuli się komfortowo. Robimy przerwy na karmienie, przytulanie, przewijanie i pozwalamy maleństwu spokojnie zasnąć.

Sesje noworodkowe wykonuję w domu klientów. Wiem, że dla wielu rodziców często ma to ogromne znaczenie – odczuwają obawę przed wychodzeniem z domu z kilkudniowym maluszkiem, tym bardziej gdy na zewnątrz panują niesprzyjające warunki pogodowe, np. w środku zimy.

Pozowane czy naturalne? To już zależy od indywidualnych upodobań rodziców. Ja uwielbiam i jedne sesje i drugie. Na pewno bardzo zachęcam rodziców by wzięli udział w sesji z nowonarodzonym maleństwem, czy to pozowanej, czy bardziej naturalnej. To wspaniała pamiątka, kiedy po latach, ba! nawet po kilku miesiącach przypomnimy sobie jak kruchutkie i malutkie było nasze dziecko. A wiem co mówię, bo moja córeczka ma niespełna rok, a ja patrząc na jej zdjęcia noworodkowe nie mogę się nadziwić, że była kiedyś taką kruszynką. Dzieci rosną i zmieniają się niezwykle szybko – na co dzień nawet tego nie zauważamy. Dlatego warto zatrzymywać ich dzieciństwo na fotografiach – zarówno tych profesjonalnych, jak i swoich własnych, robionych kompaktowym aparatem.

maluszek

noworodek

Weronika:

Często dostaję takie pytania – kiedy najlepiej przyjść na zdjęcia z dzieckiem? Myślę, że jest tylko jedna jedyna prawdziwa odpowiedź: wtedy, gdy poczujecie, że to jest ten czas. Kiedy po prostu chcielibyście zrobić sobie zdjęcia razem, pobyć przez chwilę ze sobą. Nie mam gotowej odpowiedzi, że najlepiej, gdy dziecko skończy 3 miesiące, pół roku… Dla niektórych będzie to już kilka tygodni po porodzie, a inni poczekają na pierwszy uśmiech swojego dziecka. To wszystko jest Waszą decyzją, tak jak jest to Wasz czas i emocje związane z narodzinami dziecka. Ja mogę jedynie Was serdecznie przyjąć i zrobić Wam pięknie zdjęcia na pamiątkę tych chwil.

Lubię naturalne zdjęcia. Świadomie nie wkładam maluszków do blaszanych wiaderek, nie ubieram w śmieszne stroje. Nie neguję takiej fotografii, bo każdy ma swój gust i różne upodobania, ale nie jest to moja droga.  W zdjęciach szukam prawdy, naturalności, emocji. Taka fotografia to także dla mnie ciągła praca nad sobą – jako fotografem. Jak stworzyć w trakcie sesji taką przestrzeń, żeby ta prawdziwa więź między ludźmi mogła się pojawić i zostać przeze mnie uchwycona.

maleństwo

kocyk

Mini

A zatem – naturalność i spontaniczność, czy delikatny, acz kontrolowany „modeling”? Wszystko zależy od oczekiwań rodziców. A efekty prac obu dziewczyn możecie ocenić sami.


Acha! I żeby nie było, że tylko Warszawa i okolice. Dziewczyny wskazały co jest ważne, aby trafić na dobrego fotografa, a takich jest coraz więcej, nawet w trochę mniejszych miejscowościach. Choćby w moich rodzinnych Suwałkach, gdzie piękne zdjęcia może zrobić Wam Ewelina Rzatkowska.

rodzinna

ciążowaoszczedzanie

chciałabym, żeby mi się nie chciało…

Zazwyczaj ludzie narzekają, że im się nie chce. Ja mam odwrotny problem. Tysiąc myśli na minutę, nowe pomysły, plany planów, …. I co z tego, skoro Mini akurat postanowił wyhodować sobie kolejne 2 zęby?

Staram się wszystko zapisywać, żeby nic mi nie umknęło, ale jak sobie radzić z tymi uczuciami? Przecież nie siedzę bezczynnie, bo karmię, noszę, przytulam. Mam wrażenie, że ostatnie kilka dni jestem po prostu chodzącym cycem, do którego ktoś niechcący przyczepił głowę, nogi i całą resztę.

Ale zaraz potem, zwłaszcza patrząc jak szybko urośli Midi i Maxi, dociera do mnie, że to chwilowe i za jakiś czas będę tęskniła za takimi momentami, za tym kochanym małym cielskiem, wiszącym na mnie, wiecznie zaślinionym i wpatrzonym z taką miłością. I wiecie co? To pomaga. Przynajmniej do czasu kolejnej gonitwy myśli. 🙂

A na pocieszenie, mam nową aplikację na telefon. Nowe odkrycie, choć apka nie najnowsza. To DRAGON Dictation. Karmię lub noszę Miniaka w chuście, a w tym czasie nagrywam swoje „myśli nieuczesane”. Aplikacja robi rzecz cudowną – i tak oto , już po chwili mam wszystko spisane, prawie bezbłędnym tekstem. Pewnie rzecz oczywista, ale dla mnie w tej chwili bomba! 🙂

I jeszcze coś na pocieszenie:

Mini