weekend w mieście, czyli plażing & smażing

weekend w mieście

Czy można spędzić fajny weekend w mieście? No pewnie. I nie chodzi tylko o mecze, chodzenie do muzeów, czy do kina. Dziś spędziliśmy bardzo miłą sobotę w mieście, a jakby poza miastem. Plażing, smażing, Wisła i warsztaty kulinarne. 🙂 Miło spędziliśmy czas całą piątką, a do tego poznaliśmy 2 nowe miejsca w Stolicy. I oba polecamy!

Plaża bez plaży

W samo południe, na warszawskim Ursusie swoje podwoje otworzyło nowe, dobrze zapowiadające się miejsce – PlażówkaPiasek, leżaki, woda, zimna lemoniada… A do tego słońce. I to wszystko praktycznie w środku miasta!

Wprawdzie to dopiero początki i sporo rzeczy jeszcze niedoszlifowanych, ale już można tam uskuteczniać plażing i w słoncu smażing. Z zimnym piwkiem (kto może) lub lemoniadą. Można pograć w siatkówkę, potaplać się w wodzie, zjeść lody – wszystko, co nadaje się na miły weekend w mieście.

Inicjatywa bardzo zacna i warta dalszej uwagi. A że to rzut beretem od domu, zapewne będziemy uważnie monitorować postępy. 🙂
weekend w mieścieweekend w mieście weekend w mieście weekend w mieście

Jak widać, Mini poleca. Midi i Maxi zresztą też (już chcą tam wracać). 🙂

Grunt to woda 🙂

Ale nie samym plażingiem człowiek żyje, więc w ramach tego naszej akcji weekend w mieście odwiedziliśmy kolejne, nowe nie tylko dla nas miejsce – sympatyczny lokal nad samiusieńką Wisłą – Grunt i Woda.

weekend w mieście

Dzisiaj bawiliśmy się tam na warsztatach kulinarnych, prowadzonych przez, a jakżeby inaczej, nasze ulubione ciotki z Mało Mi (kto nie pamięta, sprawdza jeden z wcześniejszych wpisach gdzie o nich pisałam). Midi i Maxi robili m.in. pyszne i zdrowe szaszłyki owocowe i lemoniadę. Było fajnie, mimo, że burza próbowała nas wystraszyć – nie daliśmy się. 🙂

weekend w mieście

weekend w mieście

Ciotki obiecywały, że w tym miejscu będą pojawiały się częściej, więc chętni niech monitorują facebooka. 🙂

Także, weekend w mieście może być miły i przyjemny, a w miejscach takich jak te, które dzisiaj odwiedziliśmy, z powodzeniem można poczuć się jakby się z tego miasta jednak wyjechało. 🙂

A na koniec, niech tam, kawałek mnie, standardowo w towarzystwie kochanego Miniaka. 🙂weekend w mieście

warsztaty kulinarne – mało mi!

Staram się korzystać z pomocy moich Małych Kucharzy tak często, jak pozwalają możliwości, choćby czasowe, niestety. Ale ogromnie cieszy mnie to, że w ogóle chcą mi (i swojemu tacie) w kuchni pomagać. To wcale nie jest takie oczywiste i popularne w dzisiejszych, zdominowanych przez technologię, czasach.

Zanim Wam opowiem, czyja to, między innymi zasługa, „odbębnię” formalności, żeby było wiadomo o kim piszę. 🙂
A zatem, moi synowie to Mini, Midi i Maxi. Kto jest kim, widać na poniższym zdjęciu. 🙂 Tak będzie po prostu łatwiej.

mini_midi_maxi

Skoro już wszystko jasne, to wróćmy do tematu. Otóż, prócz obserwacji codziennych zmagań mamy i taty w kuchni (druga połowa zeszłego roku zdecydowanie zdominowana przez tatę, bo ja realizowałam „projekt Mini”), nasi chłopcy uwielbiają wszelakie aktywności typu warsztaty. I tak, jakoś we wrześniu trafiliśmy na Warsztaty kulinarne Ulala Chef. Z tego co pamiętam, była to pierwsza edycja tego wydarzenia.

Ja sama nie miałam, niestety, możliwości obserwacji dzieciaków przy pracy, bo byłam w szpitalu, ale z opowieści chłopaków i męża wiem, że było super. Co więcej, Midi i Maxi przywieźli mi do szpitala wałówkę na wynos. Kto był w szpitalu, ten wie jak tam karmią. Wyobraźcie więc sobie mój zachwyt na widok tego, co chłopcy przygotowali. 🙂

A menu warsztatowe było wyśmienite:

  • domowa lemoniada
  • filety z kurczaka w panko, podane z puree z zielonego groszku
  • tureckie ciastka – różyczki w wodzie różanej.

ciastka

Dzieciaki chętnie uczestniczyły w przygotowywaniu potraw, a po powrocie do domu, ba nawet jeszcze w samochodzie, co chwilę padały pytania „kiedy następne warsztaty?”

warsztaty

warsztaty_Maciek

Sama koncepcja i przygotowanie warsztatów – wszystko trafione w punkt! Warsztaty prowadzone są na warszawskiej Ochocie, zaraz przy Parku Szczęśliwickim, w bardzo fajnym miejscu. A prowadzące? To głównie im te eventy zawdzięczają swój sukces. Za pierwszym  razem była sama „ciotka Karolina”, kolejne prowadziły już w tandemie – Karolina Koprianiuk i Paulina Pawełczak. Kobiety zdolne, „z jajem i z pazurem”, a co najważniejsze, ze wspaniałym podejściem do dzieci.

Dlatego, żeby na własne oczy zobaczyć dzieci w akcji, zapisałam chłopaków na kolejne zmagania kulinarne, tym razem STAR WARS – robimy praliny. Niestety, Midi się rozchorował, ale Maxi zabrał koleżankę i dzielnie go zastąpili, a poza tym, towarzyszył nam Mini. 🙂

star wars

mini

czekoladki

Moje wrażenia? WOW! Tak się wkręciłam, że po powrocie sama zaczęłam zabawę z czekoladą i tym razem nie było to wyłącznie jej jedzenie. 🙂

12662021_1472819929410457_6644933888598653282_n 12508746_1472819872743796_2723237609539685697_n

A dla fanów obu cioć miła informacja – od początku lutego wystartowało Mało Mi w ich wykonaniu. Cóż to takiego? Między innymi,  catering, warsztaty, imprezy urodzinowe. Wszystko z najwyższej półki i w przemiłej oprawie.

Mało Mi
źródło: fanpage Mało Mi, foto Igor Wielądek

KreacjoWariacje gorąco polecają!

k_piczec