choinka do zadań specjalnych

choinka do zadań specjalnych

Choinka do zadań specjalnych do nasza odpowiedź na wyzwanie, jakim niewątpliwie jest pogodzenie obecności w domu małego dziecka i choinki. 🙂 Mam tu na myśli maluchy żądne poznawania świata, głównie za pomocą małych łapek, języczków, ząbków… I wiecie co? Wcale nie musieliśmy ogradzać naszej choinki drutem kolczastym. Zresztą, zobaczcie sami. 🙂

Już od jakiegoś czasu zagadnienie choinkowe nie dawało mi spokoju. Mini wlezie praktycznie wszędzie, zawsze znajdzie coś, co niekoniecznie jest bezpieczne w jego łapkach, a wizja jego i choinki z tymi wszystkimi łańcuchami, bombkami i w ogóle, lekko mnie przerażała. No dobra, nie lekko.

Ale przecież choinka musi być, prawda? U nas, wprawdzie, sprawa wygląda odrobinkę inaczej, bo praktycznie od Wigilii (a często trochę przed nią) do Nowego Roku jesteśmy poza domem, u rodziny. Zatem, w teorii, w domu moglibyśmy sobie choinkę całkiem odpuścić. Moglibyśmy? No pewnie, że NIE!

U dziadków choinka będzie w miarę zabezpieczona – przetrwaliśmy tak już niejedne święta, gdy to Midi i Maxi byli mali. Ale w tym naszym domu coś by się jednak przydało. I dlatego właśnie powstała choinka do zadań specjalnych!

Nie dość, że zabawna, wprowadzająca w świąteczny nastrój, to jeszcze służy jako zabawka sensoryczna. Albo gra. Albo… schron. 🙂

choinka do zadań specjalnych

Tak na szybko, powiem Wam jak powstała nasza choinka do zadań specjalnych.

Materiały:

  • sporych rozmiarów karton i pudło
  • nożyczki
  • klej
  • filc, polar lub inny zielony materiał
  • sznurek
  • ozdoby nadające się dla dzieci 🙂

Wykonanie:

  1. Na dużym kawałku kartonu narysowałam kształt przypominający choinkę. choinka do zadań specjalnych
  2. Wycięłam ją, a ponieważ nasza choinka do zadań specjalnych miała być także grą, czy czymś w rodzaju sortera, dodatkowo wycięłam w niej okrągłe otwory.choinka do zadań specjalnych
  3. Tak przygotowaną formę okleiłam materiałem (stary polarowy kocyk za parę złotych). Nie wycięłam okrągłych otworów w materiale – nacięłam te miejsca w kształt krzyża. Dół choinki przykleiłam do dużego kartonowego pudła i udekorowałam sznurkiem, do którego przyczepiliśmy drewniane ozdoby.choinka do zadań specjalnych

Jak zwykle w przypadku moich dzieci, pierwotnie zaplanowane przeze mnie zastosowanie choinki do zadań specjalnych okazało się dla nich niewystarczające. 🙂 Matka zaplanowała wrzucanie klocków, piłeczek, etc. przez „bombkowe” otwory, żeby te wpadały do pudła (inspiracją była choinka z bloga I can teach my child). Midi próbował to pokazać młodszemu bratu. 🙂 choinka do zadań specjalnych choinka do zadań specjalnych

Tylko, że to jest takie nuuuuudneeeeee. I w ten oto sposób, choinka do zadań specjalnych zamieniła się, między innymi, w:

  • schron lub pojazd do wożenia brata po całym pokoju choinka do zadań specjalnych
  • zabawę w „znajdź i złap łapkę” 🙂 choinka do zadań specjalnych

A to, oczywiście, nie wszystko. 🙂

Plusów z posiadania takiej choinki jest sporo. No i nie trzeba się martwić o ewentualne zniszczenia! Poza tym, świetnie angażuje dzieciaki, zarówno te małe, jak i te większe. A to o zabawę przecież chodzi. I o chwilowe zajęcie czymś dzieci, gdy chcemy przedświątecznie podziałać w domu.

A skoro o zajmowaniu mowa, nie zapominajcie o naszym czasozajmowaczu. 🙂

czasozajmowacz, czyli czym zająć najmłodszych

czasozajmowacz

Czasozajmowacz to coś, co postanowiłam wypróbować nie tylko z powodu walorów „naukowych”,  bo wydawało mi się świetną zabawą sensoryczną dla maluchów, ale po prostu dlatego, że chciałam podziałać z chłopakami, a Mini bardzo chciał nam  p o m a g a ć. 🙂 Na szczęście, nie myliłam się i zadziałało! 🙂

Oczywiście, czasozajmowacz to nasza robocza nazwa tej zabawy, którą inaczej można by nazwać jakoś nudno, na przykład – mieszaniem kolorów, albo rozciskaniem farby. Ale chodzi mi także o pokazanie Wam tego, dość istotnego aspektu, jakim jest (zwłaszcza w okresie przedświątecznym) zajmowanie maluchów tak, by się nie nudziły, a jednocześnie coś na tym zyskiwały.

Czym więc jest czasozajmowacz i jak go zrobić? Zobaczcie!

czasozajmowacz

Materiały:

  • foliowa koszulka na dokumenty
  • kolorowe farbki (najlepiej w tubce lub w słoiczkach)
  • taśma klejąca
  • maluch, którego trzeba czymś zająć. 🙂

Wykonanie:

  1. Do koszulki na dokumenty nakładamy sporawe kleksy różnokolorowych farb. czasozajmowacz
  2. Tak napakowaną koszulkę szczelnie przyklejamy do blatu za pomocą taśmy klejącej. My użyliśmy blatu krzesełka do karmienia, ale może to być inna powierzchnia, przy której dziecko może bezpiecznie siedzieć. Pamiętajcie, że powinna być przyklejona SZCZELNIE, żeby uniknąć wycieków. 🙂 czasozajmowacz
  3. Teraz wystarczy posadzić przy tym malucha. 🙂 czasozajmowacz

U nas ta zabawa bardzo się sprawdziła. Po pierwsze dlatego, że podczas gdy Mini smarował paluszkiem po blacie, mieszając kolory, Midi i Maxi mogli ze mną przygotowywać świąteczne dekoracje. Po drugie, Mini siedział przy stole „z nami”, co go niezmiernie cieszyło. I wreszcie po trzecie, miał super zabawę, podczas której rozwijał swoje zdolności manualne. 🙂

czasozajmowacz czasozajmowacz czasozajmowacz czasozajmowacz czasozajmowacz czasozajmowacz

Jeśli dobrze przykleicie koszulkę z farbą, zabawka może przetrwać dłużej, niż 1 dzień.

Nie jest to także zabawa wyłącznie dla najmłodszych. Starsze dzieci mogą się w ten sposób uczyć o łączeniu kolorów, albo po prostu, pisać i rysować palcami (albo, na przykład, patyczkiem kosmetycznym) po takiej farbkowej brei. I to bez obaw o zabrudzenia! 🙂 Fajne pomysły na taką naukę możecie znaleźć choćby na blogu learning4kids.

Pamiętacie inne polecane przez nas zabawki sensoryczne, które możecie zrobić w domu? Na przykład butelki, tablice, czy nawet śnieg? 🙂

tablica sensoryczna, czyli zabawki DIY

tablica sensoryczna

Tablica sensoryczna – wiecie co to takiego? Mogliście się spotkać także z nazwą „busy board”. I to właśnie coś, co ma dzieciaki zająć. To taka mądra zabawka, która choć nie ma baterii, nie gra pięknych (tiaaa) melodyjek i nie mruga na wszystkie kolory tęczy, pozwala dzieciom odkrywać świat poprzez ich zmysły. Im szkrab starszy, tym tablica może być bardziej rozbudowana, żeby jak najwięcej zmysłów mogło „popracować”. Na początek wystarczy jednak nawet coś banalnie prostego. I właśnie taką prościutką tablicę pokażemy Wam dziś Mini i ja. 🙂

Tablica sensoryczna nie musi być super piękna. Ważne, żeby podobała się maluchowi, a tak się stanie, jeśli będzie miała różne różności, które można naciskać, ciągnąć, gryźć, etc. Wszystko dostosowane do wieku.

Pomysł na naszą tablicę zrodził się z potrzeby chwili. W salonie, gdzie ostatnio Mini spędza najwięcej domowego czasu, mamy „czarną dziurę”. Mówimy tak na miejsce między sofą, a łóżeczkiem turystycznym. W owej dziurze znajduje się coś, co Mini uważa za jedną z najbardziej interesujących, a co za tym idzie pożądanych, rzeczy w domu – listwa i kabelki różnorakie. I często ładujemy tam odkurzacz – kolejny cel Miniaka.
tablica sensoryczna

Próbowaliśmy różnych sposobów – zabieranie go i przenoszenie na drugi koniec pokoju, odwracanie uwagi zabawkami, zastawianie stolikiem kawowym… Na nic to wszystko. Kable są najfajniejsze w świecie. A poza tym, zakazany owoc… Co w takim razie zrobić? Co nas uratuje? Jak to co – tablica sensoryczna! I to taka najprostsza z możliwych.

Materiały:

  • karton
  • nożyczki
  • wstążki, wstążeczki, sznurki, sznureczki, tasiemki, etc
  • zabawki, gryzaki, guziki i takie tam.

tablica sensoryczna materiały zapchajdziura karton

Taka tablica sensoryczna może powstać dosłownie w kilka minut. Zobaczcie!

  1. Za pomocą nożyczek robimy kilka otworków w kartonietablica sensoryczna
  2. Przez otworki przeciągamy sznurki, tasiemki, wstążeczki. Od środka wiążemy supełki, żeby sznurki nam „nie wyszły”. Za to do końcówek wystających z przodu mocujemy zabawki lub także wiążemy pyszne węzełki.tablica sensoryczna
  3. Wciągamy wszystko do środka i mocujemy tam, gdzie ma stać nasza zapchajdziura. 🙂 Gotowe!tablica sensoryczna tablica sensoryczna

Kartonik idealnie (dość ciasno) wpasował się między łóżeczko, a sofę. Jest wciśnięty, więc nie tak łatwo go wyciągnąć. A czy Mini dał się na to skusić? Czy tablica sensoryczna mu się spodobała? Hmmm… Jak myślicie?tablica sensoryczna tablica sensoryczna

A jako uzupełnienie, przypominamy jak w prosty sposób zrobić butelki sensoryczne. 🙂

 

butelki sensoryczne, czyli zabawki DIY

butelki sensoryczne

Zabawki dla niemowląt i małych dzieci – temat rzeka, prawda? Co jedne to modniejsze, bardziej kolorowe, głośniejsze, etc. A za tym wszystkim idzie cena. To zupełnie normalne, że jako rodzice / opiekunowie, chcemy, by, nasze dzieci miały to, co najlepsze, więc często bywa tak, że nie szczędzimy pieniędzy. Tylko co zrobić, kiedy maluchy nie do końca są zainteresowane swoim drogimi zabawkami? Ano, wtedy można zrobić butelki sensoryczne! 🙂

Czym są butelki sensoryczne? To po prostu butelki (dla młodszych dzieci plastikowe, dla starszych mogą być też szklane – ale o tym za chwilę), wypełnione całą masą fajnych rzeczy, które bulgoczą, grzechoczą, błyskają, szurają, szeleszczą i co tylko chcecie. A to wszystko po to, by wspierać rozwój naszych dzieci.butelki sensoryczne

Jednym z wielu atutów butelek jest fakt, że KAŻDY może je zrobić samodzielnie i nie potrzeba do tego wyszukanych półproduktów. Zobaczcie sami!

Materiały do stworzenia „suchych” i „mokrych” butelek:

  • puste, przezroczyste (!) butelki (dla małych dzieci lepsze są plastikowe, niewielkich rozmiarów)
  • ryż, makaron, kasza, groch, drobne guziki, koraliki, etc – cokolwiek, co będzie grzechotało
  • folia aluminiowa
  • kolorowe pomponiki, piórka
  • gumki typu Loom Bands
  • mocny klej (np. Super Glue)
  • oliwka dla dzieci
  • woda
  • barwnik spożywczy.butelki sensoryczne

„Suche” butelki sensoryczne

  1. Do suchej, pozbawionej etykiety, butelki wsypujemy grzechoczące materiały. Ja użyłam drobnego, włoskiego makaronu, drewnianych koralików i plastikowych guziczków. A żeby wszystko było jeszcze bardziej atrakcyjne wizualnie, dorzuciłam kolorowe pomponiki i kuleczki z folii aluminiowej.
  2. Butelkę dokładnie zakręcamy, a jeśli chcemy mieć pewność, że małe łapki nie dostaną się do środka – przed zakręceniem, smarujemy zakrętkę klejem.

I to już!

„Mokre” butelki sensoryczne, wariant 1 (dla młodszych dzieci)

  1. Butelkę pozbawiamy etykiety. Do środka ładujemy solidną garść gumek Loom Bands. Zalewamy wodą.
  2. Mocno zakręcamy. I tak jak w wariancie „na sucho”, możemy użyć kleju, żeby uniknąć wylania zawartość.

Tak, to już! 🙂butelki sensoryczne

„Mokre” butelki sensoryczne, wariant 2 (dla starszaków)

  1. Do tego wariantu można użyć także szklanych butelek, ale nie jest to niezbędne. Ja miałam akurat butelkę plastikową po syropie klonowym. Do czystej butelki wlałam oliwkę dla dzieci (niecałe pół butelki). Dodałam kilka kropli barwnika spożywczego, a resztę uzupełniłam wodą.
  2. Do butelki można też dodać, na przykład, brokat (a nawet klej brokatowy), jednak u mnie akurat „wyszedł”. Za to, dorzuciłam kilka kuleczek z folii aluminiowej.
  3. Zakręcamy / zaklejamy.

Ta butelka sensoryczna jest o tyle fajna, że za jej pomocą można pokazać dzieciakom jak mieszają i rozdzielają się płyny. Zupełnie inaczej wygląda, kiedy trochę postoi, a inaczej gdy się nią porządnie wstrząśnie. Dzieciakom bardzo się to podoba (choć ta nasza nie wyszła jakoś spektakularnie – będziemy działać dalej, żeby uzyskać fajniejsze efekty).butelki sensoryczne

Mini zakochał się w swoich butelkach – pełza za nimi, podgryza, stuka, puka i grzechocze. Ogólnie – szał! 🙂

butelki sensorycznebutelki sensorycznebutelki sensoryczne